DO NIEBA NIE PÓJDĘ, BO MAM LĘK WYSOKOŚCI! – przy herbacie o strachu przed lękiem.

Marta Pawłowska

NIEPOKÓJ – NAJSILNIEJSZA EMOCJA CZŁOWIEKA

Często nie rozróżniamy strachu od lęku, wrzucamy je do jednego worka, oznaczając w umyśle jako wstydliwe, niepełnowartościowe, zbyt nas osłabiające. Łączymy strach z lękiem, nadając im wspólny synonim „niepokoju”, który nie przystaje do obrazu nas samych oraz do wymogów świata wobec nas. Jednocześnie wielu z nas lubi się trochę pobać – gdy za oknem grzmoci burza, gdy leci dobry film katastroficzny czy gdy wstajemy z kanapy by w czasie powodzi układać w tonących dzielnicach worki z piaskiem. Bo generalnie niepokój to absolutnie najsilniejsza emocja człowieka – taka, która potrafi budzić nas do działania lub kompletnie usztywnić, którą doskonale znają i hołubią specjaliści od marketingu oraz twórcy wiadomości telewizyjnych czy wszelkich żółtych i czerwonych pasków na kanałach informacyjnych.

Ponieważ jednak niepokój niepokojowi nierówny, warto na chwilę pochylić się nad tematem by nauczyć się identyfikować i rozumieć swój strach oraz swój lęk. Bo to pomocne w życiu szczęśliwym!

 

STRACH JEST NATURALNY

Strach jest emocją prostą, dzięki której zdrowy człowieka natychmiast reaguje na zagrożenie, steruje nim ośrodek strachu ciała migdałowatego mózgu. W odpowiedzi na zidentyfikowane zagrożenie mamy do czynienia z erupcją hormonów stresu, co w ciele objawia się drżeniem rąk, przyspieszonym biciem serca i szybszym oddechem, poceniem się, chwilowym zagubieniem w toku myśli czy mowy albo rozszerzeniem naczyń krwionośnych. Czyli w większości sytuacji codziennych, strach sam w sobie nie jest dla nas zagrożeniem, lecz jest cennym i nie pozostawiającym nas obojętnymi sygnałem ostrzegawczym.

 

STRACH PRZED LĘKIEM?

Lęk natomiast nie jest strachem. Jest zdecydowanie bardziej skomplikowany, trudniejszy w identyfikacji czy opanowaniu, a także destrukcyjny w konsekwencjach. Jest to uczucie, które odczuwamy wtedy, gdy oczekujemy na pojawienie się zagrożenia lub je sobie wyobrażamy. Kieruje nim bardzo ważna i złożona część naszego mózgu, czyli kora przedczołowa, zawiadująca naszą wyobraźnią. I tu właśnie jest pies pogrzebany… Jak wiemy, nasz mózg zwykle nie odróżnia zdarzeń realnych od tego, co sobie wyobrażamy. Możemy intensywnie myśleć o jędrnej, pachnącej i soczystej arcyżółtej świeżo przekrojonej cytrynie i nasze ślinianki będą pracowały tak samo, jak w realu, gdy taki owoc trzymamy w dłoni. Mózg wysyła identyczne komunikaty! Dlatego też, gdy nasza wyobraźnia podsyca myśli o zagrożeniu – może ogarniać nas lęk nie do opanowania, możemy bać się dokładnie tak samo, jak by sytuacja z wyobraźni miała faktycznie miejsce. A zatem, nasza wyobraźnia to broń obosieczna, bo tak samo sprawnie pozwala nam tworzyć piękne obrazy, jak i z szybkością karabinu maszynowego tłuc nas myślowo scenariuszami zagrożenia. Zawsze mówiłam, że mózg człowieka jest przereklamowany!

Skąd się bierze lęk czy predyspozycje do lęków?

Wg danych, lęki dotykają 10% Polaków, zmagają się z nimi w większości kobiety, natomiast ataki nieuzasadnionej paniki dotykają blisko połowy naszego społeczeństwa, tak kobiet, jak i mężczyzn.

Badania dowodzą, że bardziej podatne na lęk są osoby, które w przeszłości doświadczyły w realu dużego zagrożenia. W ich mózgu „wyzwalacz” lęku przed analogiczną sytuacją został wówczas zakodowany i prawdopodobnie będzie dawał o sobie znać w każdej podobnej sytuacji. Warto także pamiętać, że kora przedczołowa jest także odpowiedzialna za naszą kreatywność, więc gdy w myślach zaczynamy się nakręcać lękowo po pojawieniu się „wyzwalacza” – nasza wyobraźnia jedzie po bandzie generując mocne scenariusze, zgodne z naszymi „lękowymi okularami”. A ponieważ nasz mózg nie rozróżnia bodźców realnych od scenariuszy myślowych w takiej sytuacji – autentycznie napędzamy własny lęk, intensyfikujemy go, co często nas paraliżuje, blokuje, zamyka, napawa ciężkim smutkiem. Dobra nowina jest taka, że rzekomo 90% sytuacji, których się boimy, nie zdarzają się w rzeczywistości – warto zatem uczyć się współpracować ze samym sobą by lęki nie determinowały naszego stylu życia i obrazu siebie, obrazu świata oraz ludzi.

Osoby o skłonnościach lękowych, tzw. osobowości unikające, często podświadomie boją się świata, widzą go jako pole walki, jako rzeczywistość pełną zagrożeń, obce im jest poczucie bezpieczeństwa – niejako spodziewają się, że wydarzy się to co złe, że inni ludzie działają mniej lub bardziej świadomie na ich niekorzyść, że nawet ich bliscy czy Bóg nie kochają ich ot tak, za darmo, za nic… Jest powiedzenie, które dobrze obrazuje skłonności lękowe i samospełniające się scenariusze, będące często tego skutkiem:

Jeśli spędzasz życie wciąż czekając na burze, nigdy nie nacieszysz się słońcem i zapachem letniego deszczu”.

 

Co z tym robić?

Poobserwować siebie, przyjrzeć się własnym myślom i zidentyfikować mechanizmy prolękowe. Porozmawiać szczerze z mądrym i życzliwym znajomym (w realu, nie na Messangerze!!!), a potem pójść na terapię. I pamiętać, że człowiek nie zmienia się na pstryk – zmiana trwa nawet kilka lat. Tak, to długo, bo droga do wolności najczęściej jest kamienna, sandałki cisną, wkurzenie i łzy się leją, a ciężaru na plecach nie ma komu oddać. Taka droga. Ale za to, jaki widok ze szczytu!!! Tam się oddycha! Giewont wolności!

Zapraszam do kontaktu ze mną, zapraszam na sesje indywidualne i warsztaty coachingu, a także do obejrzenia program “Fajka pokoju”, w którym mówiłyśmy także o temacie strachu I lęku:

http://www.polsatnews.pl/wideo-program/fajka-pokoju-4112017_6466633/