Dziury w sercu czekoladą nie zatkasz – o zajadaniu samotności.

Samotność jest jak jabłko – słodkie czy zgnilizna?

Może być samotność przepyszna – ta pozytywna, gdy dajemy sobie czas i przestrzeń na bycie ze sobą. Na przemyślenia, odpoczynek od bodźców zewnętrznych, na działanie tylko dla przyjemności, na modlitwę i na zatrzymanie się w codziennym pędzie – takie jabłko dobrze nas karmi, jemy je małymi kęsami, jest smakowite i najczęściej przynosi spokój i radość. Smaczne jabłuszko, dobrą sytość J

Jest też jednak samotność cierpka i kwaśna – często wynikająca z naszej izolacji, zamknięcia się na innych, będąca wynikiem trudnych przeżyć i zranień, choroby, czy też lęku przed podzieleniem się tym, co nas przygniata. Bo „ludzie nie lubią słabych ludzi”, bo „chłopaki nie płaczą” (silne kobiety też nie! Nie będziemy gorsze przecież!), bo to wstyd nie umieć sobie poradzić w świecie przymusu sukcesu i stałego rozwoju, bo „każdy ma swoje problemy, po co innym sobą głowę zawracać?”. Takie wdrukowane nam przekonania często są powodem osamotnienia i gorzkiego poczucia, że jesteśmy skazani na samotność. Cierpkie jabłko, aż zęby bolą…

Może być też samotność smakowita z pozoru jak jabłuszko rajskie, jednak trująca przy kolejnych kęsach. Tak dzieje się wtedy, gdy zapędzeni w naszych obowiązkach, karierze, fitnessach, kursach i terapiach, gubimy prywatny kontakt z innymi ludźmi. Miało być tylko na chwilę, by się SAModzielnie ogarnąć, by tak SAModzielnie stanąć na nogi… a budzimy się po roku ze słusznym poczuciem, że z grona osób, do których możemy w każdej chwili zadzwonić, został tylko operator GSM lub dostawca pizzy. I że w sobotę nie mamy do kogo gęby otworzyć. Żałosne? Tak. I często nie do odrobienia. Źle wybrany owoc, prawie zgniłek…

Jedzenie – zatyczka na samotność powszechnego użytku.

Gdy dopada nas poczucie osamotnienia, nasz organizm automatycznie dąży do zaspokojenia głodu, który odnotował. Poczucie osamotnienia jest bowiem mierzalnym głodem bliskości drugiego człowieka, obecności „po nic” i akceptacji „pomimo”. Jest głodem przyjaźni, partnerstwa, ujrzenia swojej wartości w oczach drugiego człowieka, dla którego jesteśmy ważni tacy jacy jesteśmy. Nasz organizm będzie zawsze dążył do zaspokojenia takiego głodu, natomiast narzędzia i metody wynikają wprost z naszych nawyków, przekonań i cech charakteru.

Wielu z nas – szczególnie kobiety – nauczyło się zajadać samotność. To nawyk, w którym z jedzenia „lepimy sobie” kompana, dzielącego naszą samotność. Jedzenie staje się wówczas towarzyszem, kumplem, takim drugim na kanapę w smutny samotny weekend. W gruncie rzeczy, to kompan prawie idealny! Milczący, zawsze przytakujący, dostępny na zawołanie i otwarty na nas w 100% – możemy go pochłaniać do bólu… dosłownie do bólu… Co nam daje takie towarzystwo? Przez pierwszych 5 minut – ulgę, poczucie wypełnienia się ulubionym smakiem, polepszenie nastroju, wrażenie mniejszej samotności. Lecz po 5 minutach – najczęściej poczucie beznadziei, wyrzuty sumienia, zawód sobą samym, brak sensu i wszystko-mi-jedno (o dodatkowych 1000 kcal w biodrach nie wspomnę). W takim momencie zwykle włącza się w nas Zelmer-Wszystkojad na 5 biegu, a my mamy wrażenie przymusu pocieszenia siebie tu i natychmiast! Czym? Jedzeniem…

Trudno jest świadomie myśleć, gdy nadjeżdża lokomotywa SAMOTNOŚĆ. Jeszcze ciężej, gdy głównym nawykiem zatykania dziury pt. Osamotnienie jest nawyk zajadania. Bo naprawdę dziury w sercu nie zatkamy ani Ptasim Mleczkiem, ani lodami ani makaronem. A poczucie osamotnienia i smutek tuczą nas tak samo jak cukier i tłuszcz.

Jak wstać z brzucha na nogi?

Po pierwsze – stanąć twarzą w twarz z prawdą, że źle się dzieje w państwie duńskim. Bez czarnowidztwa i bez biczowania siebie myślami. Tak normalnie – jest słabo, czas na zmianę.

Po drugie – zacząć siebie obserwować pod kątem myśli, które włączają nam się w momentach osamotnienia. Co mi mówią? Jakim listem do mnie są? Co w nich jest prawdziwe, a co jest brednią i wynika z mojego niższego ostatnio poczucia wartości?

Po trzecie – zrobić listę swoich relacji ostatnich kilku lat. Które z nich Cię prawdziwie karmią? Kogo Ci brakuje? Może trzeba pewne znajomości odkopać, a może nawiązać nowe? Co możesz zrobić i co możesz zrobić już? Czego się przy tym boisz?

Po czwarte – poszukać wsparcia i porady. Porozmawiaj z kimś życzliwym i dyskretnym, zwierz się i skonfrontuj swoje przemyślenia, odczucia i obawy. Przemyśl i podejmij kroki – małe, ale do przodu… Jeśli masz możliwość rozpoczęcia pracy nad uporządkowaniem relacji z jedzeniem z dobrym coachem zdrowia czy diet coachem – spotkaj się i zacznij działać! A jeśli nie masz takiej możliwości – szukaj pomocy w Internecie, obserwuj siebie uważnie i powoli, lecz konsekwentnie, zmieniaj towarzyszy samotności – z E. Wedel czy Dr Oetker na realnych, może z mniej znanymi nazwiskami lecz bardziej zdrową empatią, z ciała i krwi. Oni prawdziwie pocieszą, prawdziwie wesprą, prawdziwie będą. Z nimi ugotuj coś dobrego i zjedzcie to razem! Wspólne jedzenie i pocieszenie – TAK, natomiast objadanie się z fałszywym pseudokompanem – NIE!

O samotności i jej zajadaniu mówiłam w audycji „Cztery Pory Roku” Polskiego Radia:

http://www.polskieradio.pl/7/163/Artykul/1708660,Cztery-Pory-Roku-27122016-cz-1-0906

Chętnie Cię poprowadzę drogą zmiany od jedzenia z frustracji do odżywiania dla wolności i radości! Jako coach zdrowia rodziny oraz coach zdrowia w biznesie, jako mentor żywieniowy i trener rozwoju osobistego – chętnie będę Ci towarzyszyć!

Napisz do mnie: marta@KorzenieSkrzydla.pl

Zadzwoń do mnie: +48 609 89 87 74